Hej :)
Miałam dodać coś trochę szybciej, ale znowu mam problemy z internetem.
Tak jak obiecałam, w tym poście będzie opisany ciąg dalszy moich wakacyjnych "przygód" i moje krótkie podsumowanie.
Po powrocie z obozu w sumie od razu pojechałam do Olsztyne, bo przyjeżdżał do mnie Dawid. Spędziliśmy tam tydzień, a w tym czasie trochę poimprezowaliśmy. W międzyczasie do Olsztyna przyjechał też Kamil, z którym spędziliśmy 4 dni. Mimo, że nie robiliśmy nic nadzwyczajnego to przez cały pobyt coś sié działo. Poznałam dużo ciekawych osób, o których, choć mieszkamy w jednym mieście, nie miałam nawet pojęcia. W niedzielę zrobiliśmy spotkanie z czytelnikami Dawida, z którymi miło spędziliśmy trochę czasu. Przy okazji pozdrawiam pana ochroniarza, który ciągle wyrzucał nas z miejsc, w których siedzieliśmy. Niestety w poniedziałek nasz raj wolności się skończył i staliśmy się bezdomni, bo zostaliśmy lekko wyrzuceni ode mnie z mieszkania. Na szczęście Pati przygarnęła nas na jedną noc do siebie, kochana moja. Następnego dnia Kamil pojechał do domu, Dawid do Koszalina, a ja na 3 dni wróciłam do rodziców.
Miałam dojechać do Koszalina do Dawida i Lusi, ale niestety się nie udało, więc spotkaliśmy się dopiero w sobotę w Gdańsku. Tam odbyło się następne spotkanie, tym razem ich obojga. Po spotkaniu już z walizkami ruszyliśmy na dworzec, bo o północy mieliśmy pociąg do Warszawy. Gdy czekaliśmy na pociąg spotkaliśmy się jeszcze z koleżanką Dawida, więc trochę szybciej minął nam czas.
Pociąg jak to pociąg, musiał się spóźnić, ale to był dopiero początek naszych przygód z PKP. Wsiedliśmy do naszego wagonu i okazało się, że nie ma tam już miejsc, wspaniale. Konduktor uznał, że najlepszym wyjściem będzie przeniesienie nas do innego przedziału. Może i byłby to dobry pomysł, gdyby nie to, że ten przedział był 6 wagonów dalej. No więc przez kolejną godzinę musieliśmy męczyć się żeby przenieść walizki, to było po prostu straszne. Gdy w końcu mieliśmy już wszystkie swoje rzeczy w dobrym przedziale mogliśmy spokojnie iść spać. Oczywiście pociągowe przygody się nie kończą, bo około 3 do naszego przedziału dosiadł się jakiś pan, który, gdy się przebudziłam, zaczął opowiadać mi o energiach, jak to przeżył śmierć (what?! :o) i, że czuje się jakby latał przyczepiony do tęczy. Oczywiście ja taka zaspana nawet nie wiedziałam co on do mnie mówi, więc potakiwałam i czekałam aż łaskawie skończy żebym mogła dalej iść spać.
Około 6 byliśmy już w Warszawie i od razu poszliśmy kupić karty miejskie, żeby taniej poruszać się komunikacją miejską. Oczywiście z naszym szczęściem okazało się, że jedyna otwarta kasa jest na lotnisku. Znaleźliśmy w internecie jakim autobusem tam dojedziemy i ruszyliśmy. No, ale przecież nie mogło być tak łatwo, więc wysiedliśmy za szybko i musieliśmy ciagnąć się z 2 kilometry z walizkami (ja jeszcze z zepsutą, bo wcześniej rozwaliło mi się w niej kółko). Wreszcie udało się nam je kupić i mogliśmy spokojnie wracać do centrum. Wtedy okazało się, że już możemy jechać do znajomych, u których śpimy, bo wcześniej nie chcieliśmy ich budzić. Na miejscu zostawiliśmy swoje rzeczy, troszkę się ogarnęliśmy i już około 12 pojechaliśmy do centrum. Poszliśmy najpierw do Złotych Tarasów, a potem spotkaliśmy się ze znajomymi Dawida, które poznały nas ze swoimi znajomymi. Poznaliśmy wtedy dużo osób, z którymi potem, chociażby przypadkiem, widzieliśmy się praktycznie codziennie. Zaskakujące jest to, że gdy pójdzie się na schody koło Złotych można zauważyć, że tam wszyscy się znają. We wtorek Dawid i Lusią organizowali swoje kolejne spotkanie pod Kinoteką. Poznaliśmy wtedy Jeremiego, z którym siedzieliśmy przez kolejne kilka godzin. Muszę przyznać, że nigdy nie pomyślałabym, że ma dopiero 15 lat. Wygląda i zachowuje się na starszego, oczywiście w pozytywnym sensie. Kolejne dni w Warszawie mijały nam podobnie, zmieniały się tylko wieczorne plany. 31 lipca do Warszawy przyjechała Pati i z nią wieczorem zabrałam się do Olsztyna, skąd wróciłam już do domu.
Ogólnie pierwszą połowę wakacji uważam za bardzo udaną. Poznałam bardzo dużo osób, z którymi, mam nadzieję, będę miała kontakt jeszcze przez długi czas. Chociaż niby nie przywiązuję się zbyt szybko do ludzi, to nieświadomie bardzo zżyłam się z niektórymi osobami. Może to przez to, że byłam z nimi 24/7 i w pewien sposób im zaufałam, bo widziałam też, że oni też mi zaufali. Dziwnie będzie mi teraz, gdy nie wiem, kiedy będę miała następną okazję ich zobaczyć. Mam nadzieję, że niedługo. Cieszę się, że mam jedną z tych osób blisko i mogę się z nią spotkać praktycznie codziennie.
Trochę się przez te wakacje nauczyłam. Nowi ludzie, nowe doświadczenie. Chyba trochę bardziej się otworzyłam, trzymajcie kciuki, żeby tak już pozostało. Niby nie mam trudności z poznawaniem nowych osób, ale zawsze trudno jest mi im zaufać. Teraz mi się udało. Może to nie kwestia mnie tylko ludzi, których poznaję? Nie wiem. Lubię czasem pisząc wpis tak sobie wszystko jeszcze raz przemyśleć. :)
ps. Dziękuję, że ostatnio tyle osób wchodzi na mojego bloga, to mega motywuje. :)
Koncert Kamila Bednarka w Olsztynie z Justyś i Olą :)
Spotkanie Dawida w Olsztynie
Selfie z Kamilem :*
Jeremi robi sobie z nami zdjęcie :D
Moje bilety