czwartek, 18 września 2014

Warszawa


Witam :) 
Długo mnie tu nie było, ale cóż. Dostałam już kilka pytań na ask.fm, kiedy dodam coś na bloga. Zrobiło mi się bardzo miło, bo uświadomiło mi to, że jednak ktoś chce czytać moje wpisy. Dziękuję wam bardzo za to, że tu jesteście. :*
Muszę wam jeszcze powiedzieć, że teraz będę zaglądała tu trochę częściej, bo mam mnóstwo nowych pomysłów na wpisy. Niedługo zacznę brać udział w bardzo ciekawym projekcie, który dokładniej opiszę wam w kolejnym wpisie. Jak na razie mogę wam tylko zdradzić, że jest to projekt "zwolnieni z teorii". 

Może opiszę wam tu w skrócie to co działo się u mnie od ostatniego wpisu. 
Od 1 września zaczęłam naukę w drugiej liceum i muszę przyznać, że zapowiada się dość ciężki rok. Na szczęście ostatnio mieliśmy wycieczkę, więc było kilka dni wolnych od nauki. W zeszczy czwartek tj. 11 września miałam ze szkołą wyjazd do Warszawy. Ogólnie był bardzo udany, chociaż mogłoby być mniej chodzenia. Noc była najlepsza. Świętowanie moich urodzin ze znajomymi i zamawianie pizzy do hotelu tak, żeby nauczyciele się nie zorientowali. Genialnie. Wycieczka była 2 dniowa, ale ja w stolicy zostałam jeszcze na weekend. Bardzo się cieszę, że miałam taką możliwość, bo mogłam spędzić czas z osobami, za którymi już tęskniłam. To były jedne z najlepszych urodzin w moim życiu. 
Nie do końca wiem czemu, ale po prostu uwielbiam to miasto. Warszawa ma taki swój wyjątkowy urok, coś czego nie znalazłam jeszcze w innych miastach. 

Razem z Patrycją organizujemy w ten weekend wspólną imprezę urodzinową. Jest trochę do ogarnięcia, ale mam nadzieję, że wszystko wyjdzie tak, jak to sobie planujemy. Trzymajcie kciuki, żeby tak było. 

Przesyłam wam buziaczki i zostawiam was ze zdjęciami z ostatnich dni. Trzymajcie się, do następnego. :* 

    Moja księżniczka :3











    Dostałam również list od Lusi <3








środa, 27 sierpnia 2014

Odmienność.


Witam misiaczki :) 
Ostatnio znowu przez jakiś czas nie pisałam, bo miałam jakąś dziwną pustkę w głowie. Może to przez to, że ciągle gdzieś latałam i musiałam coś ogarniać, więc nie miałam nawet czasu na żadne przemyślenia. Teraz przez swoją kontuzję nie mogę za bardzo się ruszać to mam chwilkę dla siebie. Szczęście w nieszczęściu. Szkoda tylko, że pokrzyżowało mi to plany związane ze spotkaniem się z kilkoma osobami. Mam nadzieję, że jeszcze to sobie nadrobimy. 
Mam ostatnio dość sporo na głowie, bo zaczyna się nowy rok szkolny i wprowadza się do mnie moja kuzynka, więc musimy zrobić lekkie przemeblowanie. Muszę tam wszystko od nowa ogarnąć, żeby móc się spokojnie wprowadzić. Nie wiem jak ja dam radę z rozwaloną nogą, już sobie współczuję. 

Ostatnio na asku pewna osoba podrzuciła mi genialny pomysł na ten wpis. Jeszcze raz dziękuję, bo wydaje mi się on dość ciekawy. :) 
Pytanie brzmiało tak:"...Jak uważasz czy osoby z poza twojej grupy w stylu "Swag" też mogą być "normalne" i co uważasz pod zdaniem "normalna osoba" :) "
Moim zdaniem prawie każdy człowiek jest normalny i nie jest to zależne od jego stylu, poglądów, wiary, czy upodobań. Nie można powiedzieć, że ktoś kto ma odmienne upodobania nie jest normalny, ponieważ każdy z nas ludzi jest inny. Często można spotkać się z tym, że osoby, które mają np. odmienną orientację seksualną lub wiarę są gorzej postrzegane tylko dlatego, że są w pewien sposób inne od ogółu. Zastanówmy się teraz czemu tak jest, skoro każdy z nas jest w pewien sposób odmienny. Czy to dlatego, że nie potrafimy zaakceptować odmienności innych? Dlaczego więc akceptujemy swoją odmienność? Chciałabym, żeby każdy kto to czyta zastanowił się tak w głębi nad tymi pytaniami, bo uważam, że są one w pewnym stopniu ważne. Ja osobiście uważam, że "inność" jest dobra, ale to tylko moje indywidualne zdanie. 
Każdy z nas robił w życiu coś co teraz uważa za głupie, więc nie mówmy, że ktoś jest nienormalny tylko dlatego, że przeżywa teraz dość "chory" okres swojego życia. Nie powiem, bo również często śmieję się z różnych fandomów takich jak np. Doniczki (Kwiatonators), ale nie robię tego złośliwie, więc się nie obrażajcie. ;) 
Według mnie osobami nienormalnymi można nazwać tylko osoby z mocnymi zaburzeniami psychicznymi, pedofili, gwałcicieli, morderców itp. 
Tak poza tym ja nie należę do grupy tzw. SWAG. Ja jestem po prostu sobą i raczej nie da się mnie przypisać do żadnej z tego typu grup. Uważam się za indywidualistkę, ponieważ nie mieszczę się w żadnych określonych ramach, zawsze jestem inna od otoczenia, ale mi to odpowiada. Uwielbiam swoją odmienność i to, że nikt nie może mi zarzucić, że udaję kogoś kim nie jestem. Wyrosłam już z udawania i każdemu to radzę. Pamiętajcie, że udawanie kogoś innego jest widoczne. Jeśli nie w konkretnej chwili, to wychodzi to później. Z resztą, po co się męczyć udając skoro można po prostu być naturalnym sobą? :) 

Dodaję ten wpis dopiero teraz, ponieważ znowu nie miałam zbytnio czasu. Zaczyna się rok szkolny, więc znowu robi się zamieszanie. Do 1 września już raczej nic nie dodam, ponieważ nie będę miała czasu. 
Trzymajcie się. Do następnego, buziaczki :* 

Jeśli chcecie mieć ze mną jakiś kontakt to ASK


















środa, 13 sierpnia 2014

Wakacyjny trip.

Hej :) 
Miałam dodać coś trochę szybciej, ale znowu mam problemy z internetem. 
Tak jak obiecałam, w tym poście będzie opisany ciąg dalszy moich wakacyjnych "przygód" i moje krótkie podsumowanie. 

Po powrocie z obozu w sumie od razu pojechałam do Olsztyne, bo przyjeżdżał do mnie Dawid. Spędziliśmy tam tydzień, a w tym czasie trochę poimprezowaliśmy. W międzyczasie do Olsztyna przyjechał też Kamil, z którym spędziliśmy 4 dni. Mimo, że nie robiliśmy nic nadzwyczajnego to przez cały pobyt coś sié działo. Poznałam dużo ciekawych osób, o których, choć mieszkamy w jednym mieście, nie miałam nawet pojęcia. W niedzielę zrobiliśmy spotkanie z czytelnikami Dawida, z którymi miło spędziliśmy trochę czasu. Przy okazji pozdrawiam pana ochroniarza, który ciągle wyrzucał nas z miejsc, w których siedzieliśmy. Niestety w poniedziałek nasz raj wolności się skończył i staliśmy się bezdomni, bo zostaliśmy lekko wyrzuceni ode mnie z mieszkania. Na szczęście Pati przygarnęła nas na jedną noc do siebie, kochana moja. Następnego dnia Kamil pojechał do domu, Dawid do Koszalina, a ja na 3 dni wróciłam do rodziców. 
Miałam dojechać do Koszalina do Dawida i Lusi, ale niestety się nie udało, więc spotkaliśmy się dopiero w sobotę w Gdańsku. Tam odbyło się następne spotkanie, tym razem ich obojga. Po spotkaniu już z walizkami ruszyliśmy na dworzec, bo o północy mieliśmy pociąg do Warszawy. Gdy czekaliśmy na pociąg spotkaliśmy się jeszcze z koleżanką Dawida, więc trochę szybciej minął nam czas. 
Pociąg jak to pociąg, musiał się spóźnić, ale to był dopiero początek naszych przygód z PKP. Wsiedliśmy do naszego wagonu i okazało się, że nie ma tam już miejsc, wspaniale. Konduktor uznał, że najlepszym wyjściem będzie przeniesienie nas do innego przedziału. Może i byłby to dobry pomysł, gdyby nie to, że ten przedział był 6 wagonów dalej. No więc przez kolejną godzinę musieliśmy męczyć się żeby przenieść walizki, to było po prostu straszne. Gdy w końcu mieliśmy już wszystkie swoje rzeczy w dobrym przedziale mogliśmy spokojnie iść spać. Oczywiście pociągowe przygody się nie kończą, bo około 3 do naszego przedziału dosiadł się jakiś pan, który, gdy się przebudziłam, zaczął opowiadać mi o energiach, jak to przeżył śmierć (what?! :o) i, że czuje się jakby latał przyczepiony do tęczy. Oczywiście ja taka zaspana nawet nie wiedziałam co on do mnie mówi, więc potakiwałam i czekałam aż łaskawie skończy żebym mogła dalej iść spać. 
Około 6 byliśmy już w Warszawie i od razu poszliśmy kupić karty miejskie, żeby taniej poruszać się komunikacją miejską. Oczywiście z naszym szczęściem okazało się, że jedyna otwarta kasa jest na lotnisku. Znaleźliśmy w internecie jakim autobusem tam dojedziemy i ruszyliśmy. No, ale przecież nie mogło być tak łatwo, więc wysiedliśmy za szybko i musieliśmy ciagnąć się z 2 kilometry z walizkami (ja jeszcze z zepsutą, bo wcześniej rozwaliło mi się w niej kółko). Wreszcie udało się nam je kupić i mogliśmy spokojnie wracać do centrum. Wtedy okazało się, że już możemy jechać do znajomych, u których śpimy, bo wcześniej nie chcieliśmy ich budzić. Na miejscu zostawiliśmy swoje rzeczy, troszkę się ogarnęliśmy i już około 12 pojechaliśmy do centrum. Poszliśmy najpierw do Złotych Tarasów, a potem spotkaliśmy się ze znajomymi Dawida, które poznały nas ze swoimi znajomymi. Poznaliśmy wtedy dużo osób, z którymi potem, chociażby przypadkiem, widzieliśmy się praktycznie codziennie. Zaskakujące jest to, że gdy pójdzie się na schody koło Złotych można zauważyć, że tam wszyscy się znają. We wtorek Dawid i Lusią organizowali swoje kolejne spotkanie pod Kinoteką. Poznaliśmy wtedy Jeremiego, z którym siedzieliśmy przez kolejne kilka godzin. Muszę przyznać, że nigdy nie pomyślałabym, że ma dopiero 15 lat. Wygląda i zachowuje się na starszego, oczywiście w pozytywnym sensie. Kolejne dni w Warszawie mijały nam podobnie, zmieniały się tylko wieczorne plany. 31 lipca do Warszawy przyjechała Pati i z nią wieczorem zabrałam się do Olsztyna, skąd wróciłam już do domu. 

Ogólnie pierwszą połowę wakacji uważam za bardzo udaną. Poznałam bardzo dużo osób, z którymi, mam nadzieję, będę miała kontakt jeszcze przez długi czas. Chociaż niby nie przywiązuję się zbyt szybko do ludzi, to nieświadomie bardzo zżyłam się z niektórymi osobami. Może to przez to, że byłam z nimi 24/7 i w pewien sposób im zaufałam, bo widziałam też, że oni też mi zaufali. Dziwnie będzie mi teraz, gdy nie wiem, kiedy będę miała następną okazję ich zobaczyć. Mam nadzieję, że niedługo. Cieszę się, że mam jedną z tych osób blisko i mogę się z nią spotkać praktycznie codziennie. 
Trochę się przez te wakacje nauczyłam. Nowi ludzie, nowe doświadczenie. Chyba trochę bardziej się otworzyłam, trzymajcie kciuki, żeby tak już pozostało. Niby nie mam trudności z poznawaniem nowych osób, ale zawsze trudno jest mi im zaufać. Teraz mi się udało. Może to nie kwestia mnie tylko ludzi, których poznaję? Nie wiem. Lubię czasem pisząc wpis tak sobie wszystko jeszcze raz przemyśleć. :) 

ps. Dziękuję, że ostatnio tyle osób wchodzi na mojego bloga, to mega motywuje. :) 

Koncert Kamila Bednarka w Olsztynie z Justyś i Olą :) 

Spotkanie Dawida w Olsztynie 

Selfie z Kamilem :* 

Tacy kucharze 

Bilety w Gdańsku. 

Czekamy na pociąg 

Z Lusią <3 

Jeremi robi sobie z nami zdjęcie :D 

Piękne kolorowe fontanny 

Pati w Warszawie 


Moje bilety 

wtorek, 5 sierpnia 2014

Wyjazd z biurem podróży FunClub

Na początku lipca byłam na obozie z biurem turystycznym FunClub w Lloret de Mar (Hiszpania). W tym wpisie chciałabym wypowiedzieć się o ich biurze i wyjazdach z nimi. 
Rok temu byłam w Bułgarii i bardzo mi się podobało, ale to co zobaczyłam w tym roku całkowicie zmieniło mój pogląd o ich wyjazdach. To chyba dlatego, że w tym roku patrzyłam na ten wyjazd z zupełnie innej perspektywy. 
Po 1. Pojechałam tam z polecenia Dawida, który był tam jako ambasador, a większość kadry wraz z kierowniczką mieli do mnie pretensje, bo według nich spędzałam z nim za dużo czasu. Uwzięli się na mnie, pech. Szczegół, że dzięki niemu pojechałam, z czym wiąże się to, że na mnie zarobili. 
Po 2. Organizacja rownież nie była zbyt dobra, ale to akurat można im po części darować, bo byłam na pierwszym turnusie. Wszystko ustalane jest na ostatnią chwilę i nic nie jest dopięte na ostatni guzik. Chociaż jechałam na obóz rekreacyjny to nie było tam czegoś takiego jak odpoczynek. Ich nie interesuje czy Ty chcesz coś robić, musisz podporządkowywać się wszystkim planom bez żadnej dyskusji. 
Po 3. Momentami czułam się jakby to obozowicze byli dla nich, a nie oni dla nas. Wszystko robione jest pod reklamę. Nie chcesz być na zdjęciu, które idzie później w internet? To nieważne, MUSISZ na nim być. Wszystko jest tam nagrywane i potem montowane w taki sposób, żeby osoba oglądająca filmik na stronie, myślała, że te obozy są takie rewelacyjne. Przykład? Filmik "Poolparty" z pierwszego turnusu. Widać na nim świetnie bawiąch się ludzi, a tak na prawdę, to moja grupa specjalnie robiła takie wrażenie tylko po to, żebyśmy mogli później mieć czas wolny, bo taka była umowa z kierowniczką. 
4. Kierowniczce "Beci" aż poświęcę oddzielny akapit. Kobieta fałszywa nie do opisania. Udaje milutką, obiecuje coś (I gdzie to moje pół godziny dłużej?), a potem czepia się o każdą głupotę, bo coś się jej nie spodobało. To jeszcze nic. Pani Beata nawet nie potrafi odpowiednio spełniać swoich obowiązków. W klubie ukradziono mi telefon. Nie powiem, następnego dnia poszła ze mną na policję, ale gdy okazało się, że nie mam numeru IMEI i muszę przyjść jeszcze raz dnia następnego, to już potem nie raczyła ze mną iść. Czekałam cały następny dzień i co? Nic, zero odzewu. Dopiero 2 dni później poszłam na policję i to oczywiście nie z nią, bo księżniczce nie chciało się już ruszyć tyłka. Tak dla informacji przez to, że przyszłam tak późno najprawdopodobniej telefonu już nie odzyskam. Jeszcze jedna taka malutka sprawa. Od kiedy jako kierownik obozów młodzieżowych można do uczestników mówić "Wypierdalać stąd! ", bo zabierają pani towarzystwo? Aż mnie to śmieszy. 
O atmosferze jaka panuje wsród osób tam pracujących lepiej się nie wypowiadać. Ciągłe spięcia i podkładanie sobie nawzajem świń. Brak słów.
Nie powiem, bo idealna też nie byłam, ale pojechałam tam, żeby się bawić. Też zdarzało mi się nie być fair, ale to tylko wobec jednej z opiekunek, bo druga była normalna, ludzka. 



Wiem, że pewnie Pani K. to czyta i w pewnym sensie się z tego cieszę, bo wypowiem się również o Pani. Ostatniej nocy powiedziała Pani, że ktoś nas przeciwko paniom nastawia. To nie jest prawda. Pierwszego dnia (w autokarze) bardzo cieszyłam się, że jedzie pani z nami, co można było zauważyć, ale już 2 dnia gdy dotarliśmy do Hiszpanii całkowicie zmianiłam o Pani zdanie. Zmiana o 180* i to moim zdaniem na gorsze. Rok temu była Pani ludzka, teraz niestety nie mogę już tego powiedzieć. Chciałam z Panią porozmawiać, ale niestety nie było okazji, a szkoda, bo może nie rozstałybyśmy się w tak napiętej atmosferze. Mimo wszystko serdecznie pozdrawiam, bo pozostał mi do Pani jakiś sentyment po obozie w Bułgarii. 

piątek, 1 sierpnia 2014

Hiszpania, Lloret de Mar


Eh znowu tak długo mnie tu nie było. Muszę chyba wziąć się za tego bloga i popracować nad systematycznością. Trzymajcie za mnie kciuki. 
Następne kilka wpisów będzie dotyczyło tego co działo się u mnie przez ostatni miesiąc. Teraz... HISZPANIA 

1 lipca wyjechałem do Lloret de Mar z biurem podróży FunClub. Opinia o biurze w następnym wpisie, tu mogę powiedzieć tylko, że NIE POLECAM wyjazdów z nimi. Ogólnie obóz był nawet dobry, ale zawdzięczam to tylko wspaniałym ludziom, których tam poznałam i z którymi spędzałam większość czasu. Poznałam tam głównie Patrycję, Dawida i Lusię, z którymi do tej pory mam świetny kontakt i będzie o nich mowa w dalszej części wpisu. Miałam tam okazję miło spędzać czas ze znanymi osobami takimi jak na przykład Maciej Musiał, Dawid Kwiatkowski i Janja Lesar. Muszę przyznać, że są świetnymi osobami, które warto poznać. Maciek mimo tego, że jest sławny nie wywyższa się i traktuje wszystkich jak równych sobie. Janja według mnie jest bardzo uroczą i słodką osóbką. Kwiata miałam już okazję poznać wcześniej, ale i tak już na zawsze będzie mi się kojarzył ze śpiewaniem piosenek Margaret tak, że chyba całe Lloret nas słyszało. Inne wspomnienia z jego osobą pozostawię już lepiej dla siebie. :D 
Lloret jako miejsce chyba na zawsze zostanie w mojej pamięci i chętnie wrócę tam nawet za rok (oczywiście już prywatnie, nie z funclubem). Serdecznie polecam bar u Alejandro, wspaniały człowiek. Spędziłam tam najlepsze chwile i poznałam najlepszych ludzi. Generalnie gdyby nie to, że straciłam telefon to byłoby nawet fajnie. Może skończę już na tym opisywanie mojego pobytu w Hiszpanii, bo jeszcze za bardzo się pogrążę. Chciałabym tylko pozdrowić kilka osób, o których jeszcze nie wspomniałam czyli: Olę i Julkę z mojego pokoju, Łukasza Bogacza, Magdę Zawadzką i Magdę Domagałę. Wielki buziak dla was. :* 

Jakub Urbański i jego selfie. 

Ekipa z Lloret. 

Święta 4 😂

Wycięte ja, bo źle wyszłam :c 

Holy party 

Mój nowy IPhone 😍

piątek, 23 maja 2014

Powrót



Znowu obiecywałam sobie, że będę tu pisała, a jak zwykle nie potrafię tego dotrzymać. Teraz nic nie obiecuję, ale postaram się zaglądać tu jak najczęściej. 

Przez ten czas dużo się działo, ale nie będę wszystkiego opisywać, bo wyszło by za dużo. Niestety jestem na telefonie i wpis nie będzie niewiadomo jak piękny i zjawiskowy, ale mój komputer odmawia mi posłuszeństwa. Ostatnio byłam na Kortowiadzie, było wspaniale. Polecam tą imprezę każdemu (no może za wyjątkiem osób do 15 roku życia, bo mogą was nie wpuścić). 
Teraz koniec roku, więc mam dużo roboty. Mam nadzieję, że uda mi się wszystko dobrze popoprawiać. 
 
Znajomy potrzebuje pomocy. Ja również bardzo was proszę, żebyście w miarę swoich możliwości mu pomogli, dla was to tylko chwilka. 



Zdjęcia z ostatniej sesji z Stankiewicz Photography.