wtorek, 5 sierpnia 2014

Wyjazd z biurem podróży FunClub

Na początku lipca byłam na obozie z biurem turystycznym FunClub w Lloret de Mar (Hiszpania). W tym wpisie chciałabym wypowiedzieć się o ich biurze i wyjazdach z nimi. 
Rok temu byłam w Bułgarii i bardzo mi się podobało, ale to co zobaczyłam w tym roku całkowicie zmieniło mój pogląd o ich wyjazdach. To chyba dlatego, że w tym roku patrzyłam na ten wyjazd z zupełnie innej perspektywy. 
Po 1. Pojechałam tam z polecenia Dawida, który był tam jako ambasador, a większość kadry wraz z kierowniczką mieli do mnie pretensje, bo według nich spędzałam z nim za dużo czasu. Uwzięli się na mnie, pech. Szczegół, że dzięki niemu pojechałam, z czym wiąże się to, że na mnie zarobili. 
Po 2. Organizacja rownież nie była zbyt dobra, ale to akurat można im po części darować, bo byłam na pierwszym turnusie. Wszystko ustalane jest na ostatnią chwilę i nic nie jest dopięte na ostatni guzik. Chociaż jechałam na obóz rekreacyjny to nie było tam czegoś takiego jak odpoczynek. Ich nie interesuje czy Ty chcesz coś robić, musisz podporządkowywać się wszystkim planom bez żadnej dyskusji. 
Po 3. Momentami czułam się jakby to obozowicze byli dla nich, a nie oni dla nas. Wszystko robione jest pod reklamę. Nie chcesz być na zdjęciu, które idzie później w internet? To nieważne, MUSISZ na nim być. Wszystko jest tam nagrywane i potem montowane w taki sposób, żeby osoba oglądająca filmik na stronie, myślała, że te obozy są takie rewelacyjne. Przykład? Filmik "Poolparty" z pierwszego turnusu. Widać na nim świetnie bawiąch się ludzi, a tak na prawdę, to moja grupa specjalnie robiła takie wrażenie tylko po to, żebyśmy mogli później mieć czas wolny, bo taka była umowa z kierowniczką. 
4. Kierowniczce "Beci" aż poświęcę oddzielny akapit. Kobieta fałszywa nie do opisania. Udaje milutką, obiecuje coś (I gdzie to moje pół godziny dłużej?), a potem czepia się o każdą głupotę, bo coś się jej nie spodobało. To jeszcze nic. Pani Beata nawet nie potrafi odpowiednio spełniać swoich obowiązków. W klubie ukradziono mi telefon. Nie powiem, następnego dnia poszła ze mną na policję, ale gdy okazało się, że nie mam numeru IMEI i muszę przyjść jeszcze raz dnia następnego, to już potem nie raczyła ze mną iść. Czekałam cały następny dzień i co? Nic, zero odzewu. Dopiero 2 dni później poszłam na policję i to oczywiście nie z nią, bo księżniczce nie chciało się już ruszyć tyłka. Tak dla informacji przez to, że przyszłam tak późno najprawdopodobniej telefonu już nie odzyskam. Jeszcze jedna taka malutka sprawa. Od kiedy jako kierownik obozów młodzieżowych można do uczestników mówić "Wypierdalać stąd! ", bo zabierają pani towarzystwo? Aż mnie to śmieszy. 
O atmosferze jaka panuje wsród osób tam pracujących lepiej się nie wypowiadać. Ciągłe spięcia i podkładanie sobie nawzajem świń. Brak słów.
Nie powiem, bo idealna też nie byłam, ale pojechałam tam, żeby się bawić. Też zdarzało mi się nie być fair, ale to tylko wobec jednej z opiekunek, bo druga była normalna, ludzka. 



Wiem, że pewnie Pani K. to czyta i w pewnym sensie się z tego cieszę, bo wypowiem się również o Pani. Ostatniej nocy powiedziała Pani, że ktoś nas przeciwko paniom nastawia. To nie jest prawda. Pierwszego dnia (w autokarze) bardzo cieszyłam się, że jedzie pani z nami, co można było zauważyć, ale już 2 dnia gdy dotarliśmy do Hiszpanii całkowicie zmianiłam o Pani zdanie. Zmiana o 180* i to moim zdaniem na gorsze. Rok temu była Pani ludzka, teraz niestety nie mogę już tego powiedzieć. Chciałam z Panią porozmawiać, ale niestety nie było okazji, a szkoda, bo może nie rozstałybyśmy się w tak napiętej atmosferze. Mimo wszystko serdecznie pozdrawiam, bo pozostał mi do Pani jakiś sentyment po obozie w Bułgarii. 

1 komentarz:

  1. bardzo trafna notka :)
    zapraszam do mnie http://ifwesleeptogether.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń